Czy hitlerowcy wciąż strzegą "ósmego cudu świata"?
Gdzie podziało się sześć ton drogocennego bursztynu z "Bursztynowej Komnaty"?
"Ósmy cud świata" - Bursztynowa Komnata to sala wyłożona sześcioma tonami pięknie obrobionego bursztynu i włoskimi mozaikami.
Fryderyk I Hohenzollern, chcąc podkreślić swą świetność, zamówił bursztynowy wystrój gabinetu w pałacu Charlottenburg pod Berlinem. Gdańscy mistrzowie złotnictwa tworzyli ów gabinet 11 lat!
Ściany gabinetu pokryto specjalnie dobranymi i misternie obrobionymi kawałkami bursztynu, tworząc płaskorzeźby, herby i inne ornamenty. Gdy car Piotr I Wielki w czasie wizyty w Prusach ujrzał to dzieło, oniemiał z zachwytu. Fryderyk, mając na względzie polityczne korzyści, podarował hojną ręką rosyjskiemu carowi bursztynowy gabinet.
I tak arcydzieło to stało się w połowie XVIII wieku ozdobą najpierw Pałacu Letniego, a później Zimowego w Petersburgu. Na carskim dworze wzbogacono gabinet o bursztynowe kandelabry, a nawet meble.
W 1941 Bursztynowa Komnata została wykradziona przez Niemców i przewieziona na zamek w Królewcu. W 1944 roku zapakowaną w kilkadziesiąt skrzyń ukryto Komnatę w zamkowych podziemiach. I od tego momentu nie wiadomo, jakie są jej dalsze losy.
Gdy w kiwetniu 1945 roku armia czerwona zdobyła Królewiec, Bursztynowej Komnaty nie odnaleziono, a kustosz zamku, który prawdopodobnie wiedział gdzie znajduje się Komnata, nagle zmarł w tajemniczych okolicznościach.
Erich Koch, zarządca niemieckich Prus Wschodnich, który po wojnie został przekazany stronie polskiej i skazany na karę śmierci - to kolejna zagadkowa postać w opowieści o Bursztynowej Komnacie. Ponoć to właśnie Koch zlecił demontaż Komnaty i znał miejsce jej ukrycia. Pomimo starań polskich tajnych służb, nie udało się wydobyć tej tajemnicy od więźnia. Założono mu nawet podsłuchy w celi, odkładano egzekucję w nadziei, że wyjawi w końcu tajemnicę. Koch zmarł dopiero w 1986 roku w więzieniu w Barczewie w wieku 90 lat, tajemnicy nie ujawnił.
Mimo że bursztynowej komnaty szukali zapaleńcy amatorzy a także przedstawiciele polskich, niemieckich i radzieckich ministerstw kultury, zatrudniano także do poszukowań radiestetów i jasnowidzów, Komnaty nie odnaleziono.
Szukano jej w Krakowie, Pasłęku, Giżycku, Bolkowie, Górach Sowich, Olecku, Szklarskiej Porębie, w Kaliningradzie, Wargen, Lochstedt, nawet na niemieckim statku MS Wilhelm Gustloff, zatopionym na Bałtyku w 1945 roku - bez skutku. Niektórzy twierdzą, że Komnata była przewożona samolotem, który spadł do jeziora Resko Przymorskie, inni, że została zatopiona w jednym z fińskich jezior.
Niewyklucza się też takiej możliwości, że spłonęła w czasie pożaru królewieckiego zamku w czasie bombardowania przez alianckie samoloty lub podczas oblężenia zamku przez armię czerwoną.
Jednak pomimo tych przypuszczeń Komanta jest do dziś celem poszukiwań. Historyk Justyna Hrabczak-Cinka jest przekonana, że Bursztynowa Komnata ukryta jest na Ziemi Lubuskiej. Jej zdaniem wywieziono Komnatę z zamku przed oblężeniem wojsk radzieckich i ukryto w którymś z wielu podziemnych korytarzy w okolicach Paradyżu.
Są przypuszczenia, że ukrytego skarbu w tunelach strzegą niemieccy strażnicy, których pozostawili hitlerowcy na ziemiach odzyskanych. Gdy jakiś poszukiwacz był zbyt blisko odkrycia kryjówki, ginął. Dziś, 65 lat po wojniem, ponoć skarbu pilnuje kolejne pokolenie strażników.
Specjaliśi szacują, że dziś Burszyniwa komnata, oczywiście ta oryginalna, ma wartość pół miliarda dolarów.
A w pałacu w Carskim Siole od 2003 roku podziwiać można kopię zaginionej Bursztynowej Komnaty. Zrekonstruowano ją na podstawie zdjęć i dokumentów. Koszt tego przedsięwzięcia to 11,5 mln dolarów! W jej otwarciu podczas uroczystości związanych z 300-leciem Sankt Petersburga wziął Władimir Putin, Gerhard Schröder i George Bush.
Więcej w kategorii spiski >>
